Ten rozdział trochę dłuższy od poprzedniego, soł indżoj. :3
- Kto?! Jacy Łowcy? – zapytałam nieco głośniej niż zamierzałam, odrzucając rękę chłopaka. Jack spojrzał na mnie z politowaniem.
- Kurde, El, mogłabyś choć trochę uważać na historii – powiedział, za co dostał kuksańca w żebra. Zaśmiał się cicho, po czym nagle spoważniał. – To nie czas ani okoliczności na wyjaśnienia – szeptał bardziej do ściany sklepu niż do mnie, więc przyłożyłam mu mocno pięścią w brzuch (który znajdował się na wysokości moich oczu, szczerze przyznaję).
- Co to za Łowcy? Łowcy Obdarzonych? – ponaglałam go, lecz on znów patrzył na ścianę, zamyślony. Po następnym, mocniejszym uderzeniu wreszcie przeniósł wzrok na mnie. – Oni chcą nas złapać? Zabić?
Jack wpatrywał się we mnie, najwyraźniej pogrążony we własnych myślach.
Nie no, zawiecha w takim momencie. Znakomicie.
Przewróciłam oczami i już chciałam na niego nawrzeszczeć, choć wiedziałam, że w tej sytuacji to nienajlepsze wyjście, kiedy chłopak oprzytomniał i złapał mnie za ramiona.
- Zostań tutaj, zaraz wracam – powiedział stanowczo, niemal rozkazał.
- Ani. Mi. Się. Śni! – oburzyłam się, kładąc nacisk na każde słowo z osobna i zrzucając ze złością jego ręce z moich ramion. Powoli robiło się ciemno, więc nie chciałam zostać tu sama. Zwłaszcza, jeśli ktoś próbował nas zabić. Jack odwrócił się i zaczął zmierzać w stronę ulicy.
- Zostań – rzucił przez ramię.
- Nie jestem psem, żebyś tak do mnie mówił – mruknęłam, ale jego już nie było. – Będziesz miał mnie na sumieniu, jeśli zastaniesz mnie nieżywą, bez zębów, z wydłubanymi oczami, wyrwanymi włosami, powykręcanymi kończynami, całą zalaną krwią.
Westchnęłam głośno i rzuciłam szkolną torbę na ziemię. Ogarnięta zmęczeniem położyłam się na trawie z zeszytami pod głową. Co za kretyn! Jak mógł mnie tak zostawić?! Z nerwów zaczęłam wyrywać kępki trawy. On nawet nie wyjaśnił mi, kim są ci Łowcy! Czy oni mogą być groźni? Czy może po prostu bawi się z kumplami w jakieś pokićkane nie-wiadomo-co, założył się z nimi, że mnie wystraszy? Wspominał coś o historii… Co ona ma z tym wszystkim wspólnego? Cholerny historyczny maniak! Mimo że po krótkim zastanowieniu stwierdziłam, że to lepiej, że sam poszedł – ma taki dar, że może poruszać się kompletnie bezszelestnie – to i tak byłam na niego piekielnie wściekła.
Leżałam tak mniej-więcej pół godziny. Niedługo zapadnie zmrok. Która może być godzina? Jest na pewno późno, mama pewnie się martwi. Ale nie dzwoniła, dziwne. Wyjęłam telefon. Rozładowany. Zaklęłam pod nosem. Zamknęłam oczy i postanowiłam cierpliwie czekać na chłopaka. Teoretycznie powinnam się nie bać; to mądry facet i wie, co robi. Ale teoria a praktyka to dwa odległe od siebie światy. Kiedyś miałam fazę na medytację, techniki relaksacyjne i takie tam… Jak to było? Wdech, wydech, policz do dziesięciu, tak? A teraz nie myśl o tym, że leżysz kompletnie sama obok jakiegoś monopolowca, podczas gdy się ściemnia!
Usnęłam. Obudziłam się, gdy usłyszałam czyjś oddech. Uniosłam ostrożnie powieki i jedyne, co ujrzałam na tle ciemnego nocnego nieba, to ludzkie oczy. Otworzyłam usta w niemym krzyku i w tej samej chwili ktoś zakrył je dłonią, co mnie jeszcze bardziej przeraziło.
- Luuuz, to tylko ja, Jack – usłyszałam znajomy, spokojny głos. Chłopak zabrał rękę, a ja odetchnęłam z ulgą i uniosłam się do pozycji półleżącej.
- Spałaś. – Przyklęknął obok mnie i pochylił się lekko w moją stronę. Na jego twarzy pojawił się figlarny uśmieszek, zęby błysnęły w ciemności. – Wiesz, że to było nierozważne? Mógł cię porwać jakiś zboczeniec, na przykład. Choć z drugiej strony… Co ty rozsądnego zrobiłaś w życiu?
- Po co ty tam poszedłeś? – przeszłam do konkretów, ignorując jego uwagę.
- Żeby tropić naszych kochanych Łowców – rzucił tak lekko, jakby codziennie śledził jakichś podejrzanych typków.
- Bawiłeś się w Sherlocka? – uniosłam powątpiewająco brew.
- Jasne. Mógłbym uczynić cię moim Watsonem, ale jesteś zbyt smarkata. – Znów ten przeklęty, słodki uśmieszek!
Przygryzłam wargę i zacisnęłam dłonie w pięści powstrzymując się od ciśnięcia w niego piorunem. Nienawidzę, gdy prowokuje kłótnie.
- To, że jestem od ciebie 2 lata młodsza i jakieś 30 centymetrów niższa, nie oznacza, że…
- Przymknij się – poprosił łagodnie, przerywając mój bulwers. – Chcesz wiedzieć, czego się dowiedziałem?
Ciekawość wzięła górę. Wydałam z siebie ciężkie westchnienie, kiwnęłam głową, przesunęłam się pod ścianę sklepu i oparłam o nią. Jack usiał przy mnie, również się opierając.
- Nic nam nie grozi – rzekł tylko.
Nastała długa chwila ciszy.
- To wszystko? – spytałam po minucie milczenia. Zamknęłam oczy i skupiłam się na oddychaniu, żeby nie zrobić mu krzywdy.
- Mhm. Poszli sobie w inną stronę.
Odwróciłam głowę ku niemu. Miał zadowoloną minę; widocznie czerpał satysfakcję z nowego sposobu irytowania mnie. Ale ja zdecydowałam: nie dam się tak łatwo sprowokować.
- Skąd wiesz, Sherlocku? Widziałeś ich?
- Nie widziałem. – Zauważając moje pytające spojrzenie, dodał szeptem: - Historia, kotku.
- Wiem, że jesteś popieprzonym maniakiem, ale nie wszyscy uwielbiają się uczyć o wydarzeniach z przeszłości, mój drogi Napoleonie, więc łaskawie oświeć tę większość.
- Dlaczego Napoleon?
- Bo tak – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Czułam, że nerwy mi puszczają.
- Solidny argument – parsknął śmiechem.
- Mów – rozkazałam.
- Okej – spoważniał i zaczął wykład tym swoim profesorskim tonem. – Łowcy Obdarzonych to organizacja, która została utworzona na początku XV wieku, czyli jakieś 200 lat po naszym przybyciu na tę planetę. Założyli ją oczywiście Nieobdarzeni, ponieważ czuli się gorsi od Obdarzonych. Jak pewnie się domyślasz, ich celem było wyłapanie Obdarzonych. Co z nimi robili – o tym krążą różne legendy. Jedni mówią, że byli wampirami i wypijali krew swoich ofiar do ostatniej kropli; inni, że robili na nich różnego rodzaju eksperymenty; znajdą się też tacy, którzy myślą, że Nieobdarzeni w jakiś sposób wysysali z Obdarzonych dar. Oczywiście każdy uważa Łowców za legendę, zmyślonych bohaterów – ja jednak jestem stuprocentowo pewien, że ta organizacja nadal istnieje, a Łowcy Obdarzonych grasują po całym świecie szukając ludzi z darem. – Zamilkł na chwilę. Odchrząknęłam, żeby o coś zapytać, ale on kontynuował ciszej, zamyślony, zapatrzony gdzieś w przestrzeń: - Uprzedzam twoje pytanie – wiem o tym z pewnego źródła, o którym nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział. Być może kiedyś ci powiem. – Siedział tak jeszcze przez moment, rozmyślając o sobie tylko znanym „źródle”, aż w końcu spostrzegł, że mu się przyglądam. Wyglądał na zmieszanego (chyba pierwszy raz w życiu), lecz po chwili znów uśmiechnął się tak słodko, jak to tylko on potrafi, wstał i wyciągnął do mnie rękę. – Idziemy?
- Poradzę sobie. – Odtrąciłam jego dłoń i wstałam sama. Schyliłam się po torbę i zamarłam. Zmarszczyłam brwi. – Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Skąd wiedziałeś, ze poszli sobie w inną stronę i nic nam nie grozi? Przecież widziałeś ich tylko przez chwilę.
- Jesteś zbyt dociekliwa, złotko. Jutro i tak muszę wszystko opowiedzieć Claudii, więc odpowiem na wszystkie twoje wścibskie pytania. Chodź już! – krzyknął, a ja zarzuciłam torbę na ramię i zaczęłam biec zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo zdążył się już ode mnie oddalić.
hmm boski <3 tylko o czym.... kim ja mówię :D no to tak rozdział boski <3 Jack... hmm boski <3 ojjj cos czuję, że przeżuci się z jednej przyjaciółki na drugą ^^ od razu widać, że się lubią, przewidywalna jesteś ;p ale spoko :) hmm ciekawe co będzie z tymi Łowcami...
OdpowiedzUsuńjak opisywałaś, że ona jest taki słodki to przypomniał mi się Jack z domu nocy ;(
pisz szybko nn!!!!
potterblog-historiiciagdalszy.bloog.pl
Ziemniak.
OdpowiedzUsuńzakochałam się <3 będę czytać :D
OdpowiedzUsuńNo i wyjaśniło się kim są łowcy. A Jack jaką ma moc? Chyba, że pisałaś o tym, a ja taka sierota nie zauważyłam, ale wybacz, trochę późno jest. A właśnie, co do godziny, to masz chyba źle ustawioną strefę czasową i pokazuje Ci źle godzinę. (Ustawienia › Język i formatowanie). Fajny pomysł na opowiadanie i mam nadzieję, że się nie rozmyślisz po kilku rozdziałach. :) Czekam niecierpliwie na rozdział 3!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
"Mimo że po krótkim zastanowieniu stwierdziłam, że to lepiej, że sam poszedł – ma taki dar, że może poruszać się kompletnie bezszelestnie" - proszę. c;
UsuńO, dzięki. ^^ Zauważyłam, że mam coś pokopane z godziną, ale nie wiedziałam jak zmienić. XD
o widzisz, teraz mi się przypomina, że jak czytałam to coś o tym było, a jak pisałam komentarz to już myśleć przestałam :D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń