*wiem, że pokopałam narracje >.< Jakby co, to pierwszy fragment jest Ellie, drugi Shane'a, a trzeci jest w trzecioosobowej narracji ;3*
Łowcy Obdarzonych, wbrew naszym obawom, okazali się być przyjaźnie
nastawieni do nas. Nawet chłopaki, których przedstawiła nam Noemi, powitali nas
bez żadnej wrogości czy złośliwości. Czarnowłosa dziewczyna była młodsza ode
mnie, choć niewiele – miała 16 lat. Mimo to sprawiała wrażenie o wiele starszej
– nie ze względu na wygląd, lecz charakter, który ukształtowały warunki, w
jakich żyła. Ostatecznie nie każdego nastolatka stać na to, by uciec z
sierocińca, wieść koczownicze życie bez dachu nad głową i żywić się wyłącznie
tym, co sam zdoła upolować lub ewentualnie ukraść. Jeżeli chodzi o pozostałych
Łowców, było ich trzech: chłopak, którego wciąż uzdrawiała Claudia, młodszy
brat Noemi Jason i 17-latek o imieniu Chris. Jason to 13-letni nieśmiały chuderlawy
chłopczyk w zepsutych okularach naprawianych chyba z milion razy (szczerze
wątpię, że cokolwiek przez nie widział) i z potarganymi blond loczkami, które
ciągle odgarniał z czoła nerwowym gestem. Jakoś nie wyobrażałam sobie go
trzymającego w jednej ręce miecz, a drugą poprawiającego włosy czy okulary, no
ale nie będę oceniać po pozorach. Chris był natomiast dobrze zbudowany, wysoki
i przystojny, jednak urody ujmowała mu jego ponura mina. Gdy witaliśmy się,
burknął tylko „cześć” i poszedł postrzelać z łuku.
Po zapoznaniu się z nimi zobaczyliśmy, że Claudia wreszcie skończyła
uzdrawianie leżącego na ziemi Łowcy. Od razu rzuciła się Jackowi w ramiona (bo
przecież można olać przyjaciółkę…) i zaczęły się: łzy, pocałunki i rzyganie
tęczą. Nic ciekawego.
***
- Już… Już chyba koniec – szepnęła dziewczyna ledwo słyszalnym głosem.
Uniosłem powieki i ujrzałem ją. Już
nie trzymała dłoni na mojej piersi, tylko siedziała obok mnie opierając czoło
na kolanach i dysząc ciężko z wycieńczenia. Już chciałem przysunąć się do niej
i objąć ją – choć wyglądała tak krucho, że bałem się ją choćby dotknąć – ale
wtedy odwróciła się do mnie zauważając mój ruch i rzuciła bezgłośne
„odpocznij”, a ja spostrzegłem krople potu spływające po jej bladej twarzy oraz
ciemne obwódki okalające oczy. Poczułem nagłe ukłucie winy; jak długo ona przy
mnie siedziała? Ile godzin? Dni? Wyciągnąłem palec i delikatnie obrysowałem
sine kręgi pod jej oczami, jak gdybym mógł sprawić, że znikną za pomocą dotyku.
Niestety, nie jestem Obdarzonym, pomyślałem gorzko. Nie potrafię czarować.
Uzdrowicielka wzdrygnęła się – nie wiem, czy przez to, co robiłem, czy przez
to, co zobaczyła daleko za mną. Jej oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły w
niemym zdumieniu. Szybko zerwała się na nogi i popędziła. Chciałem również
wstać, zobaczyć, dokąd biegnie, ale w chwili, kiedy już prawie stałem na
trzęsących się nogach, jakaś potężna kula ognia trafiła mnie w pierś. To było
ostatnim, co pamiętałem; później straciłem przytomność.
***
- Shaaane! – pisnęła Noemi na widok Claudii, a jej twarz rozjaśnił pełen
radości uśmiech. Dziewczyna w jednej chwili zmieniła się diametralnie z
dzielnej, walczącej o swą wolność nastolatki w malutką, wesołą,
rozentuzjazmowaną dziewczynkę. Z dziecięcym chichotem popędziła w stronę wciąż
leżącego na ziemi Łowcy. Ellie tylko powitała Claudię szybkim uściskiem,
pozwoliła przyjaciółce rozpłynąć się w ramionach Jacka i pobiegła za
czarnowłosą mając cichą, naprawdę cichutką nadzieję, że nieznajomy okaże
się ślicznym brunetem o czekoladowych
oczach. Gdy dziewczyna dogoniła Noemi, ta już klęczała przy chłopaku. Oddychała
szybko i płytko, pochylała głowę, a jej długie czarne włosy spływały na twarz
Łowcy całkiem go zasłaniając. Ellie również uklękła i zdezorientowana, nie
wiedzą totalnie co się dzieje i co robić, uczyniła jedyną rzecz, jaka w tej
chwili przychodziła jej do głowy.
- Hej… Co jest? – szepnęła łagodnie
kładąc dłoń na drżącym ramieniu Łowczyni. Obawiała się najgorszego, ale nie
ośmieliła się zadać t e g o pytania. Przecież
Claudia jest uzdrowicielką, prawda? T o nie
mogło się stać… Ona na pewno go uleczyła. Gdy z przymkniętymi powiekami
powtarzała w myślach te słowa jak mantrę, Noemi wreszcie się odezwała.
- Zeref… - wysyczała ledwo słyszalnym
głosem nadal dygocząc na całym ciele. Blondynka przekręciła głowę na bok i
palnęła głupie „hę?”, lecz pół sekundy później odskoczyła od brunetki i zakryła
dłonią usta dusząc krzyk. Przeraziło ją to, co zobaczyła; włosy Łowczyni
zaczęły się poruszać mimo wiatru – one żyły własnym życiem, wiły się jak węże…
- Zerefie! – krzyknęła potężnie Noemi
wstając i unosząc wysoko, dumnie podbródek. Jej usta drżały, a szmaragdowe oczy
szkliły się od łez – mimo tej zaciętej miny i suchych policzków. – Wiem, że tu
jesteś. Nie ukrywaj się. Pokaż się!
Wraz z tymi słowami jej włosy wróciły
do normalnego stanu; już nie przypominały macek ośmiornicy, były spokojne,
proste. Normalne.
W lesie nastała cisza, w której
słychać było tylko szybkie oddechy dziewcząt. Noemi rozglądała się ostrożnie
dookoła wyczulona na choćby najmniejszy ruch, Ellie natomiast wpatrywała się w
koleżankę całkowicie zdezorientowana. Myślała tylko jedno: „Wygląda na to, że
wpakowałyśmy się w niezłe gówno”…
Nagle ciszę przerwał odgłos czyichś
kroków; brunetka natychmiast odwróciła się w tamtą stronę jak czujne zwierzę.
Zza dużego drzewa kilka metrów dalej wyłonił się mężczyzna; pierwsze, co
przykuwało uwagę w jego wyglądzie, to oczy (jeśli w ogóle można nazwać je oczami)
– nie miały one tęczówek, a zamiast źrenic były małe, czerwone kropeczki. Zeref
miał na sobie długi, biały, ciągnący się za nim płaszcz. Ciągnęły się za nim
również włosy – niesamowicie długie, proste i zielone. Chwila… zielone?!
- No, no… - mruknął z szyderczym
podziwem i wykrzywił usta w kpiącym uśmieszku. Pod wpływem jego głosu Ellie
zadrżała i zapragnęła uciec dokądkolwiek, byleby jak najdalej od jego
przerażającego głosu i tych dwóch czerwonych punkcików, tak zwanych oczu. Noemi
wpatrywała się w niego z nieziemską wściekłością i nienawiścią, jednak z jej
twarzy dało się wyczytać namiastkę strachu. Zaciskała mocno dłonie w pięści,
najwyraźniej powstrzymując się przed natarciem na niego. Zeref mówił dalej tym
swoim złośliwym tonem zbliżając się powoli do dziewczyn: - Wyrosłaś na całkiem
silną i odważną dziewczynę. Gratulacje.
Wypowiadając ostatnie słowo zatrzymał
się dwa kroki przed brunetką i wykonał szybki, nieokreślonym ruch ręką w
powietrzu; w tym samym czasie Łowczyni gwałtownie spuściła głowę, wydała z
siebie cichy jęk i uniosła dłoń do twarzy, zupełnie jakby została
spoliczkowana. Po chwili opuściła rękę, a jej policzek znaczył czerwony ślad.
Kiedy się odezwała, cała jej zaciętość i złość wyparowała – nią całą zawładnął
strach, a w jej głosie dało się słyszeć
tak bardzo do niej niepodobne błaganie:
- Odejdź stąd… proszę. Zostawisz nas
wreszcie w spokoju?
Zielonowłosy parsknął śmiechem:
- Kpisz czy o drogę pytasz?
Ellie, która do tej pory stała jak
sparaliżowana, otrząsnęła się.
- Noemi, zostaw to mnie. Nie wiem, co
on wam zrobił, ale załatwię gościa jedną błyskawicą. – A przynajmniej mam taką
nadzieję, dodała w duchu. Mimo że jej głos drżał, za wszelką cenę starała się,
żeby całe jej 160 centymetrów wzrostu wyglądało groźnie i odważnie. Z marnym
skutkiem, jak się domyślała.
- Nie dasz rady. Jest za silny – szepnęła
zrezygnowana Łowczyni.
- Daj spokój. – Blondynka przewróciła
oczami i już chciała spalić mu te śliczne
zielone włoski, gdy Noemi krzyknęła do koleżanki:
- Nic mu nie zrobisz! On jest magiem,
kimś więcej niż Obdarzonym! Do tego zna magię czterech żywiołów! Prędzej on cię
zabije niż ty go draśniesz.
- Gadasz bzdury. To nie jest pieprzony
Hogwart – warknęła Ellie wytrącona z równowagi głupotami Łowczyni. Do ich rozmowy
wtrącił się Zeref.
- Nie wierzysz? – Uniósł brew i
zaczął leniwie zataczać kółka palcem. Kule czterech żywiołów – powietrza, wody,
ognia, ziemi – które musiał wytworzyć podczas konwersacji dziewczyn, kręciły się
dokoła w kierunku wyznaczanym przez jego palec i powoli zmniejszały zataczane koło. Wtedy
Noemi i Ellie zdały sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie, to kule staną się
jedną wielką bombą. Poczuły, że nogi odmawiają im posłuszeństwa i jednocześnie
szepnęły: „o cholera”.
____________________________________________________
Nareeeeszcie! :D Męczyłam się z tym rozdziałem niemiłosiernie, zresztą dobrze o tym wiecie. Następnego przed egzaminami się nie spodziewajcie (chyba że zacznę uczyć się historii - to zawsze skutkuje nowym rozdziałem). Tak w ogóle, to... WESOŁEGO ALLELUJA. :3 Smacznego jajka, wściekłego zajaca i takie tam. :D
PS. Kto idzie się porzucać śnieżkami w Lany Poniedziałek? :3
ale sucharami walnęłaś na końcu.... przekleństwo! o.o uważaj natanek cie znajdzie i zabierze do piekła! a tak wogóle to fajna notka i w miarę długa nawet tylko nie za bardzo rozczajałam kto jest kto bo zapomniałam ich imiona ale spoko jakoś dałam radę ;p
OdpowiedzUsuńweny! Iza
O, jednak dodałaś nowy rozdział? :) Bardzo się cieszę, choć faktycznie trochę pomieszałaś. Ale w sumie zrozumiałam, nie ma się co matwić.
OdpowiedzUsuńZbaczając z tematu, ten Zeref ma okropne oczy, chyba nie chciałabym go zobaczyć na żywo.
I co dalej? Poczekamy, zobaczymy? :)
To może teraz poucz się z historii? XD
Siemka! fajny bloog i historia^^ zapowiada się świetnie:D ciesze się że tu trafiłam :P zapraszam także na mój bloog http://life-hostage.blogspot.com/ ^w^
OdpowiedzUsuńNemezis